Barcelona kulinarnie – czyli gdzie warto zjeść

20140204_180936

Lecąc do Barcelony zakładaliśmy, że będziemy żywić się kuchnią regionalną. Nie do końca nam to wyszło, zwłaszcza pierwszego wieczoru. Mimo, że mieszkaliśmy w centrum, to około 22.00 większość sklepów spożywczych była zamknięta. Wprawdzie mieliśmy pod nosem kilka polecanych knajp, ale nie dane nam było się w nich żywić. Głównie dlatego, że w porach kiedy były otwarte, to my byliśmy zupełnie w innym miejscu.

20140204_141059-horz

Pierwszego dnia, w „naszej” porze obiadowej (czyli około godziny 14.00- 15.00) nie mogliśmy się nadziwić, dlaczego z każdej knajpy jesteśmy wypraszani, a raz centralnie przed nosem zasunęli nam rolety. Dopiero kilka godzin później nas olśniło, że przecież Hiszpanie mają sjestę! Nauczeni doświadczeniem w kolejnych dniach jedliśmy przed 14.00, albo po 20.00.

Wszyscy którzy byli przede mną w Hiszpanii zapewniali, że będę zachwycona tutejszym jedzeniem. Zrozumiałam o czym mówili kiedy trafiliśmy do Restauracji Chipiron w Port Vell. Zamówiliśmy gigantyczną paellę z owocami morza. Smakowała genialnie.

W kolejnym dniu znaleźliśmy knajpkę, gdzie można było za kilkanaście euro jeść do woli. La Vaca Paca było jedynym miejscem do którego wróciliśmy w ostatnim dniu pobytu.

20140205_200615-horz

Przepyszne, grillowane mięsa, pasty, warzywa i owoce. Panna cotta i melony podbiły moje kubki smakowe. Byliśmy po całym dniu zwiedzania, była godzina 20.00, byliśmy głodni… Przyznaję się bez bicia, że zjedliśmy chyba trzy pełne obiady. Nie mam bladego pojęcia gdzie to zmieściliśmy.

Jeżeli chcecie zobaczyć jak robiłam loda, musicie obejrzeć filmik :)

Zachęceni dobrymi doświadczeniami z La Vaca Paca, postanowiliśmy spróbować innych smaków. I niestety trafiliśmy na La Viandę. Kuchnia argentyńska. Powinno być dobrze, a nie było. Przynajmniej nie dla mnie. Widziałam fascynatów tej knajpki, którzy z rozmarzonym wyrazem twarzy zjadali prawie surowe mięso z chrząstkami, tłuszczem i bóg wie czym jeszcze.

20140206_220535-horz

Było tak krwiste, że jestem pewna że wszystko było bardzo świeże, nie wiem czy nie za bardzo.

Najbezpieczniej było jeść owoce i desery, które były pyszne i które zostały moim daniem głównym. Na koniec pokusiłam się o ośmiorniczki i kalmary, które pan smażył na moich oczach. Swoją droga ośmiorniczki też miały oczy, takie malutkie… Najbardziej żałuję, że nie poprosiłam o rybę. Wychodząc musiałam bardzo skupiać się na rozmowie, żeby nie zastanawiać się jakie salta wykonuje mój żołądek, który cały czas pamiętał jak wyglądały podane dania…

Zresztą sami zobaczcie…

——————————————————————————————————————————————

Author: Ania

Share This Post On

Submit a Comment

Your email address will not be published. Required fields are marked *

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

A TE WPISY JUŻ CZYTALIŚCIE?close